Można wyjść z depresji - księga gości

Można wyjść z depresji :-: dodaj wpis





Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21

[ poprzednia strona | następna strona ]
 
 
Wpis nr 99:
Imię: anka
E-mail: anna502@op.pl
Strona:
IP: 79.185.68.138
Data: 2008-01-26 20:26:15
Majka ! Moja koleżanka zachorowała na depresję kilka lat temu Była tak słaba ze nie mogła podnieść się z łóżka Wychudzona , wyniszczona leżała tak parę tygodni Wreszcie ostatkiem siły doszła do lekarza i zaczęła się leczyc Dzisiaj wygląda bardzo ładnie , zadbana uśmechnięta Spotykam się z nią dość często Chodzimy na długie spacery z moim psem i dużo rozmawiamy Basia ,bo tak ma na imię mówiła mi że zanim lekarze utrafili w lek to trwało bardzo długo ale ona uparcie się leczyła i walczyła z sobą Pomogła jej Fluoxetynai Spamilan na lęki Dzisiaj czuje się dobrze Czasami dopada ją dół ale już coraz rzadziej Ona jest trochę inna niż ja Ma cięzką sytuację w rodzinie bo mąż jest kaleką na wózku a do tego mieszka razem z jędzą teściową Jednak jest bardzo dzielna skoro w tej sytuacji zdołała się pozbierać Natomiast ja zawsze byłam romantyczką i nie zawsze wiedziałm czego chcę tzn chciałam miłości i spokoju a tu całe życie w nerwach i po złych przeżyciach wywaliło depresją a zaczęo się od bezsenności i tak jest do dziś albo pustka we łbie albo bóle glowy Przepraszam ze tak się wyrażam ale jestem zła na samą siebie bo leczę się 5 lat i nic Teraz odstawiłm ,, mozgotrzepy ,, i walczę sama ze sobą Kupiłm sobie miłorząb japoński Zobaczymy Napisz Majka jakie masz objawy psychczne i fizyczne Czy teraz bierzesz jakieś leki ? Krzysiowi musimy przetłumaczyć ze musi iśc do lekarza Musimy się wspierać , pocieszać dodwać otuchy Bo nikt nam nie pomoże jak sobie sami nie damy z tym cholerstwem rady Nasi najbliżsi nie rozumieją tej choroby i choćby przeczytali tomy ksiązek na ten temat to i tak nie będą czuli tego co my Ja mam taką propzycję : ze co kilka dni będziemy wpadać na stronę i pisać jak się ostatnio czuliśmy , co było dobrego i co zrobiliśmy dla siebie Nie wiem czy to Tobie odpowiada ale ja chciałabym po przyjściu z pracy zajrzeć do księgi gości i dowiedzieć si ze komuś z nas było dzisiaj lepiej albo ze jest wściekły ze go choroba utarmosiła trzeba wywalać z siebie te negatywne emocje To daje nadzieje i wnosi trochę życia Bo ja mam takie wrażenie ze czasami to mnie nie ma Jakby zycie ze mnie uszło Ale tylko czasami Pozdawiam cieplutko w ten styczniowy wieczór Ania
 
 
Wpis nr 98:
Imię: majka
E-mail:
Strona:
IP: 83.27.161.4
Data: 2008-01-26 16:26:46
krzysiek po przeczytaniu tego co napisałeś to wydaje mi sie że jednak musisz pójść do lekarza. Jeśli wstydzisz się to możesz pojechać do sąsiedniego miasta. (ja tak zrobiłam) ale tylko dlatego że lekarz w moim mieście nie mógł mi pomóc. Słyszałam że da się z tego wyjść ale nie bez leków. Musimy w to wierzyć, bo jeśli nam coś dolega to męczy się również nasza rodzina. Nie mogę sobie sobie darować, że nie potrafię powstrzymać łez przed moją córeczką. Ta mała 3-letnia dziewczynka martwi się o mnie a ja nie potrafię sobie sama wytłumaczyć dlaczego płaczę. Jest mi wtedy jeszcze bardziej źle. I ci ludzie w koło- najbliższi , którzy mi mówią "masz wszystko czego sobie tylko możesz zapragnąć, zdrową córkę, fajnego męża, dom itd" i ja wtedy czuję się bardziej winna bo stwierdzam , że rzeczywiście chyba nie doceniam tego co mam.Ale oprócz tych dobrodziejstw to mam jeszcze nerwicę i domieszką depresji. Mieszanka wybuchowa. Jeśli mi się uda to będę najszczęśliwszą osobą na świecie i nie uronię już ani jednej łezki- nawet ze szczęścia (choć niedługo i tak mi już zabraknie łez). Czasem wydaje mi się, że ja już nie pamiętam jak to jest żyć bez "tego" i , że będę musiała się uczyć wszystkiego od nowa, ale to chyba najmniejszy problem. Piszcie to może razem damy radę! Jak usłyszę, że komuś się udało to może zobaczę jakieś światełko w tunelu.....
 
 
Wpis nr 97:
Imię: majka
E-mail:
Strona:
IP: 83.4.67.121
Data: 2008-01-26 12:26:00
witam! wiem że dużo ludzi boryka się z tym co ja (nawet psychiatra mi to mówił) ale marna to pociecha. Jeśli komuś udało się z tego wyjść to proszę napiszcie. Tylko to mnie jakoś podnosi na duchu!!! czy ktoś wie coś o leku Stimuloton? ja po poprzednich próbach brania leków teraz boję się i zamiast wierzyć że mi pomogą to połknę tabletkę i czekam co mi się będzie działo.
 
 
Wpis nr 96:
Imię: anka
E-mail: anna502@op.pl
Strona:
IP: 79.185.67.183
Data: 2008-01-23 12:23:49
Krzysiu co do leczenia psychiatrycznego - to nie ma co się wstydzić ja też nie mogłam się przełamać pierwszy raz ale jak poszłam do przychodni i zobaczyałm tłumy ludzi i nie było miejsc bo rejestracja była od 6 rano to wtedy zrozumiałam ze to jest normalne Ze ludzie chorują i nie wstydzą się tego To jest choroba jak każda inna tylko tu zamiast serca boli mózg a to przecież też organ ludzki Ty jesteś najważniejszy , twoje zdrowie i co z nim zrobisz zależy od ciebie a wszystkich innych olej Niech sobie mówią Zresztą nie musisz się wcale przyznawać Nie wiem w jakim miescie mieszkasz ale w większych nie ma z tym problemu Niektórzy prywatni psychiatrzy mają podpisane umowy z Nfz poszukaj w internecie Ja się leczę 6 rok ale czuję się fatalnie mózg jak z waty myśli rozbiegane i nie chce mi się zyć Ostatnio dostałam fluanxol Zobaczymy ale ogólne to do d...Czuję się jak roślina I mam tego serdecznie dośc Pracuję chodzę na spacery z psem czytam ksiązki a mózg nadal pusty i głupie rozdraznienie Nie wiem co my mamy robić ale trzeba tym walczyć chyba zapiszę się na psychoterapię Krzysiu jesteś młody wal więc do lekarza i ratuj się Napisz jak było na wizycie pozdrawiam Anka
 
 
Wpis nr 95:
Imię: krzysiek
E-mail:
Strona:
IP: 62.87.223.121
Data: 2008-01-23 00:23:13
cześć Anka, staram sie jakoś funkcjonować leków nie biore ale tak mnie przyparło do muru że musze zacząć sie leczyć bo już nie daje rady. głupio mi troche do psychiatry iść bo rodzina i znajomi uznają mnie za wariata, a nim na pewno nie jestem, do tego zawsze żyłem w przekonaniu że sam potrafie sobie ze wszystkim poradzić, a jednak nie.Studiuje i pracuje. wcześniej dużo zajęć powodowało że lepiej sie czułem ale od pewnego czasu znacznie depresja mi sie nasiliła, uniemożliwiając mi prawie dalsze funkconowanie. do zajebistych dołów, uczucia przygnębienia i myśli samamobójczych sie już przyzwyczaiłem ale ta nie możność skupienia się i rozbicie wewnętrzne mnie już dobija. czuje sie jak w jakimś matrixie, jakby to nie muj świat był. Spróbuje sie leczyć, jak mi nie pomoże to p*****le tak dalej żyć, nie da sie. A jak to u ciebie wygląda? leki coś pomagają? psychoterapia może?
 
 
Wpis nr 94:
Imię: anka
E-mail: harnas1
Strona:
IP: 79.185.56.20
Data: 2008-01-19 23:19:54
Do Krzyska Bardzo mnie poruszył Twój wpis To co przezywasz jest okropne Wiem bo sama to mam Te okropne mysli bóle głowy bez przerwy i biegunka myślowa albo totalna pustka w głowie Okropność!!! nabrałam tony lekow psychotropowych i nic nie pomogło a wręcz przeciwnie Gadam sama do siebie ale to nic nie pomaga Ja sobie a głowa moja przeciwko mnie A tyle potrafię zrobic mam uzdolnienia artystyczne całe zycie byłam zajęta i nagle to potworne choróbsko Dopadło mnie 5 lat temu z dnia na dziń Wiem co czujesz ta niemoc jest straszna bo nie można jej pokonać Nic nie cieszy tylko szum niemiłosierny w uszach i ta mroczna noc w duszy i do tego jeszcze głupie rozpamiętywanie te głupie myśli Próbuję cztać i na chwilę zapominam o chrobie ale gdy tylko oderwę wzrok od ksiązki już mnie dopada Napisz Krzysiu jak Ty sobie radzisz Czy chodziłeś na psychoterapię i czy bierzesz teraz jakieś leki I co robisz całymi dniami Odpisz jesli oczywiście chcesz Pozdrawiam Anka
 
 
Wpis nr 93:
Imię: POZBAWIONA WIARY
E-mail:
Strona:
IP: 77.112.8.144
Data: 2008-01-09 20:09:55
JA POWOLI WRACAM Z DALEKIEJ PODRÓŻY... NIE JEST ŁATWO CHYBA NIE BARDZO POKIEROWAŁAM SWOIM ŻYCIEM. BRAK NADZIEI WIARY I CHYBA TAKŻE MIŁOŚCI ZA BARDZO MNIE PRZYTŁOCZYŁ PRÓBOWAŁAM SOBIE ODEBRAĆ ŻYCIE... ALE PRZEZYŁAM BYŁA GROŻBA MARTWICY WĄTROBY PRZESZCZEPU SKĄCZYŁO SIĘ NA USZKODZENIU JEJ. A PO MOJEJ PRÓBIE SAMOBÓJCZEJ ODSZEDŁ ODE MNIE MĘŻCZYZNA Z KTÓRYM BYŁAM PRZEZ OSTATNIE 7 LAT, MUSIAŁAM WRÓCIĆ DO RODZICÓW, ZOSTALI NIELICZNI ,,PRZYJACIELE" BO CZĘŚĆ ODESZŁA DO TEGO SAMOTNE CALKOWICIE ŚWIĘTA(BO RATOWANO WATROBĘ) SZPITAL W KTÓRYM NIKT NIE GADA Z TAKIMI JAK JA... ACH PRZEŻYCIE MOJEJ POTENCJALNEJ ŚMIERCI PRZYNIOSŁO TYLE SMUTKU. I WIARY BRAKUJE NADAL WIARY W TO ŻE BĘDZIE LEPIEJ ŻE BĘDZIE COŚ CO MI POMOŻE CO MNIE WYZWOLI OD... MNIE SAMEJ. NARAZIE BARDZO STARAM SIĘ UWIERZYĆ ŻE UWIERZE I TEŻ JEST TRUDNE...
 
 
Wpis nr 92:
Imię: krzysiek
E-mail:
Strona:
IP: 62.87.223.121
Data: 2008-01-04 22:04:17
witam, nie sądziłem że nas aż tak wielu jest, czytając wasze wpisy czuje jak bym czytał sobie w myślach. smiało mogę napisać że to będzie najpoważniejsza choroba XXI wieku. pomyślcie sobie że w samych stanach zjednoczonych każdego roku wypisywanych jest 300 mln recept na prozac i inne leki przeciwdepresyjne! a ilu z nas sie nie leczy?ilu z nas obawia sie czy też wstydzi, lub depresja jest już na tyle zaawansowana że utrudnia bądz nie pozwala na wizyte u psychologa? naprawde takich jest wielu, sam jestem jedną z takich osób. wiecie dobrze jak trudno jest powiedzieć komuś czy opisać co dzieje się w naszych głowach. Wiemy że normalna osoba tego nie zrozumie. mam 23 lata i jestem już wrakiem człowieka, który najchętniej odszedł by z tego świata, to chyba nie jest normalne? jestem już tak zniszczony przez tę chorbę że z dnia na dzień coraz trudniej mi funkcjonować. kiedyś miałem plany, marzenia, chciałem być kimś, na dzien dzisiejszy zmagam sie z myslami samobójczymi, z obłędem myślowym i niepojętą niechęcią dalszej egzystencji. ostatnio miewam już straszne problemy z kocenracją i skupieniem sie na czym kolwiek, jestem coraz bardziej otempiały i spowolniony, możliwości intelektualne też strasznie zmalały. wiem że grzesze, ale wolał bym mieć już raka i hiv razem niż to coś co mnie pocichu zabija w straszliwy sposób, niszcząc mi umysł i dusze
 
 
Wpis nr 91:
Imię: Adela
E-mail:
Strona:
IP: 83.4.198.185
Data: 2007-12-18 18:18:04
Życzę wszystkim dobrych świąt. I dla każdego innych chociaż naprawdę tak podobnych. Bo i ponieważ wartości się nie zmieniają ale możemy zmienić siebie. Na lepsze. A święta to szczególna okazja. Okazja na BYCIE Z LUDźMI RODZINą, okazja na UśMIECH czego wszystkim depresantom życzę!
 
 
Wpis nr 90:
Imię: Janusz
E-mail:
Strona:
IP: 83.24.184.139
Data: 2007-11-17 16:17:40
NASZA WARTOŚĆ Dobrze znany mówca rozpoczął seminarium trzymając w ręku dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie: - Kto chciałby dostać ten banknot? Ludzie zaczęli podnosić ręce. Spiker powiedział: - Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie że coś zrobię... - i zaczął miąć banknot. Pokazał zgnieciony banknot i zapytał: - Kto w dalszym ciągu to chce? Ręce znowu się podniosły... - A gdybym zrobił to? - zapytał mówca.... i rzucił banknot na ziemię. Podeptał go butami i podniósł - był pomięty i brudny.... - A teraz kto chce te pieniądze? Ręce podniosły się po raz trzeci!!! - Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia co zrobiłem z tym banknotem, ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 20$!!! Wiele razy w życiu jesteśmy powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzje, które kiedyś podjęliśmy i okoliczności, które stanęły nam na drodze. Czujemy się przez to mniej wartościowi. Ale to nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie... TY nigdy nie stracisz swojej wartości: brudny czy czysty, zmięty czy w dobrej formie, jesteś ciągle bezcenny dla tych, którzy Cię kochają. Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, ani nie zależy od tego, kogo znamy, lecz KIM JESTEŚMY! Jesteś wyjątkowy! Nigdy o tym nie zapomnij! Licz swoje błogosławieństwa, nie problemy! Autor nieznany
 
 
Wpis nr 89:
Imię: nikt
E-mail:
Strona:
IP: 78.154.77.167
Data: 2007-10-16 03:16:20
to jest wycinek z pamietnika chorej osoby. 1.04.2005 Papież umiera, cudownie po prostu.Ok.Oficjalnie wszyscy się smucą itd. Ok.Tylko,że ja tam się za bardzo nie smuciłam nawet jak moja babcia umierała.Tzn. wydawało mi się bardzo dziwne to, że ona kiedyś umrze itd. Ok.W każdym razie nie chce mi się jak cholera,no brać zwolnienia od lekarza,włazić w dupę jakimś wykładowcom itd...Ale chyba trzeba, bo im bardziej ja chcę mieć z tym spokój,tym bardziej mi się pętla na szyi zaciska.Widocznie w tym życiu nie ma spokoju, a w sumie od śmierci tak naprawdę przed starymi czy coś to wolę właśnie umrzeć ostatnia.A ludzie są tacy dziwni, wymyślają sobie niestworzone historie itd.Generalnie to jest wiele granic,których bym nie przekroczyła.Kuźwa, chciałabym tak móc być automatem, pewnie.O Jezu,może sobie dam jakoś radę.Mimo wszystko im dłużej żyję,tym wszystko wydaje mi się inne niż było itd.No.Ech, nie wiem zobaczymy.Dobra.Co za doliniarska atmosfera.Kim ja jestem???Urodzila się jakaś taka, łazi po tej Ziemi itd...Pomysły na to żeby mieć spokój?Aj nie wiem. Pójdę do lekarza po to zwolnienie, niech mnie w ogóle osłucha, stwierdzi pewnie, że mam tam nie wiadomo co.Kurwa, z tym telefonem bym chciała coś zmienić.W każdym razie, wszystko tylko nie śmierć.Rozumiesz ty pało???? Ach,no cóż życie przy tym,że jest takie mądre.....to jeszcze jest kurewsko głupie.Zrobię eksperyment, będę bardzo mało spać, odpoczywać, uczyć się,spotykać, nudzić, ale w każdym razie nie spać tyle, będę spać bardzo mało.A jak mi zacznie odpieprzać to nie wiem, ale ja nie chcę, zakazuję sobie czuć się bezradna,AJ!!!Idę nie wiem dokąd i nie mogę dojść do świętego spokoju, więc widocznie liczy się tylko to,że się idzie i że się nie ma spokoju.Bo widać w życiu nie ma czegoś takiego jak spokój, tylko jest doglądanie niespokoju.A cholera,ja uważam, że taki np. Bauman, Barańczak, Musierowicz ktokolwiek, ja, Marczukowa, moja siostra, Wiktor, wszyscy jesteśmy ułomni, śmieszni,robimy przepychanki,kto mądrzejszy, piękniejszy, kto bardziej zabawny i kto ma rację.Mamy w umysłach jakąś idee, pomysł na coś, a po chwili gdy zostanie na tę niezmienną informację rzucone inne światło to zmienia się jej sens i znaczenie o 180 stopni.Nasz umysł to pryzmat, słońce to życie,a kolory,które z pryzmatu padają, raz niebieskie, raz różowe to nasze względne i impresywne interpretacje i subiektwne odbiory świata.I jest ich nieskończenie wiele, tyle ile jest ludzi i ile było i będzie kiedkolwiek, matematyczna nieskończoność odczuwania świata. Do naszych gał, mózgów dociera niby to samo,ale odczuć jest nieskończoność.Każdy pochłania inny wycinek rzeczywistości, inny kontekst zauważa.Do tego jeden jeszcze jest słuchowcem, drugi wzrokowcem...Jesteśmy stworzeni do odbioru świata, jak radio jest od odbioru fal i przetwarzania ich na teatr wyobtrażni, tak my jesteśmy, teatrem wyobrażni w naszych sercach. No,ja nie kocham tego pokoju, nie wiem czy kochałam ten z Pucka, ale chyba tak, a tego nie kocham, trzeba go zmienić!Ja tam bym założyła taką firmę(a w firmie pracowało by z 30 osób,wyciagamy ludzi z biedy, depresji, smutku i samotności, kierujemy do lekarzy, do psychologów, rozmawiamy, zaprzyjaźniamy się)Nie gwarantujemy 100% poprawy i szczęścia do końca życia,ale jeśli będziemy umieli pomóc, to co Ci szkodzi spróbowac pomóc sobie w cierpieniu?Człowiek jest zdolny do najohydniejszych, ale i do najszlachetniejszych wyczynów.Zakładając,że nie ma nic po śmierci to może wiara ludzi jest tak silna i zakorzeniona w nich wizja,że po śmierci np. przez ułamek sekundy ostatniej przeżywają poza czasem odczucie całej wieczności?Może tak to jest? Jakkolwiek by nie było to papież przez swoją kamienną wiarę wejdzie do nieba jakie sobie wymarzył, wejdzie w chwale aniołów i przy trąbieniu trąb, prosto w "objęcia" Boga, Maryii, Jezusa i całej rodzinki.Niesamowite jest to przeżycie, teraz gdy umiera papież.Jest on chyba świętym już teraz.Święty Jan Paweł II.Mimo konserwatyzmu.No. Najlepszymi pierwotnymi artystami są 16to latki.A ja chyba jako złoczyniec o niecnych planach i trwodze w sercu uzyskałam amnestię w tę noc, w ten smutny i podniosły czas przechodzenia świętego człowieka w bramy raju.W ten czas nie może i nie mogło zdażyć się nic złego. Przynajmniej ze mną.Chcę w to wierzyć, powietrze tak mocno migocze od miłości i skupienia, że chyba nawet gdybym skoczyła to anioły porwałyby mnie do góry.Więc jednak to wyśniłam, spadałam, ale nie spadłam, nie roztrzaskałam się.Dziękuję Ci Boże,jeśli gdzieśtam jesteś i siedzisz w swoim częściowo zapomnianym raju.Buźka i serwusik!Komu ja macham i puszczam oczko?Bogu i aniołom?Czy Diabłu i demonom?Słyszę już skowyt, syk i pianę z ust wściekłej diabolicznej bestii,z którą rozmawiam, chucha mi na plecy, aż łzy pojawiają mi się oczach,nienawidzę go on mnie, to moje alter ego, zło we mnie i w świecie, to jest ta zawszona i dzika bestia z futrem, pazurami,kłami, ogonem, rogami, czerwonymi lub czarnymi oczami, niewyobrażalnie odrażająca , podła i bezlitosna. Przerażająca.Jak bazyliszek.Jest ona tylko do zła sworzona i powołana, a ożywili tę istotę ludzie,nadali jej postać, narodziła się w ich głowach, od czasu gdy zeszli z drzew.Boga też urodzili. Spersonifikowane wyobrażenie nieskończonego dobra i nieskończonego zła. Ha,ha,ha!!!!!!!!!!!Dzięki, komukolwiek dziękuję!!!Chyba te modlitwy objęły także zagubione dusze,jak moja....Zaraz się wzruszę.Muszę sobie wbić do głowy, że nawet jakbym nie oddała do biblioteki 200 książek, zawaliła 5 razy, albo 5 szkół to nie pójdę nigdy na wierzowiec,aby tam dokończyć żywota, ani w żaden tego typu sposób.No.I przyrzekam to ] na zły stan Jana Pawła II i jego ew. śmierć.I w ogóle jego cierpienie powinno być też przebłaganiem dla samobójców.Tych niedoszłych i tych doszłych.No.I ja to swoim życiem zaświadczę, że raz na zawsze oduczyłam się myślenia kategoriami śmierci, samoudręczania się i samodestrukcji. Planuję teraz nawet taki styl życia, żeby w dobrym zdrowiu dożyć 40,60 albo nawet i siedemdziesięciu paru, nie wymagajmy za dużo.No.Nawet jak będę gubić się w najmniejszej miescinie,jak utonę w brudzie to ślubuję kochać siebie. Nawet jak będę słuchać disco polo, cofnę się w rozwoju i odetną mi nogi i ręce to ślubuję siebie kochać he,he.Już wcale nie jestem tak łatwo za eutanazją.A opowiadam się za życiem i radością i miłością dla każdego pojedynczego stworzenia, małego i dużego, ładnego i brzydkiego.No.Zobaczymy czy dojrzeję, bo jak na razie to tylko w kółko fermentuję i nie widać efektu końcowego. poniedziełek Niedługo nie będę już miała siły pisać.Co z tego wynika?Nic.Nie mogę jednocześnie znieść nudy i jakiegokolwiek sensownego zajęcia też nie mogę zacząć.Nie mogę znieść mieszkania tak na stancji, ale nie mogę też znieść myśli o mieszkaniu z kimś, nienawidzę spania w dzień, ale z rozkręcania się pod wieczór też nic nie wynika,Nie jestem w stanie podjąć żadnej pracy, żadnej.Jest cicho i nudno, ale to moja zasługa, jeśli w nic się nie angażuję i nic nie robię to także nic się nie dzieje. Ale nie umiem w nic się zaangażować. Tak sobie myślę, że niczego praktycznie w szkole się nie nauczyłam, a w każdym razie jak żyć, ani od starych ani od żadnych ludzi koło mnie, ani od siebie, od Kościoła, z książek, od "autorytetów".... Od nikogo.Wszędzie pełno rad, rady i pomysły i widzę miliard dróg jacy są ludzie i jak żyją, jak różni itd...Ale jakoś nie widzę w sobie tego przystosowania do życia, nawet minimum tego ptrzystosowania u siebie nie widzę.Co z tego,że chciałabym żyć, kiedy nie umiem? Nie mam pojęcia czy większy jest strach przed życiem, czy samo życie jest straszniejsze.Życie nie jest ani straszne, ani cudowne, wszystko zależy jak je człowiek odbiera.Na pewno każdy jest jakoś chaotyczny w tym całym życiu, ale ja już mam dość tego chaosu u siebie.Nie umiem, po prostu nie umiem żyć, nie wiem jak to się robi.Ja pasuję tylko do jakiejś sekty, choć i tam nie pasuję, bo nie chciałoby mi się robić tego co by się ode mnie wymagało.To wszystko jest po prostu straszne, nie do zniesienia.Działa mi na nerwy ilość przedmiotów wokół, to że mam wlec to wszystko za sobą, dlaczego ktoś nie może się tym za mnie zająć? Wszystko jest obciążeniem, ja sama jestem dla siebie obciążeniem. Fajnie mają ludzie,którzy z uśmiechem planują kolejne dzieci, widocznie im to życie się podoba, podoba się na tyle,że chcą je mnożyć. Ja twierdzę, wydaje mi się i tak dalej, że nie jestem w stanie funkcjonować na tym świecie.Nie jako dorosła, odpiowiedzialna za siebie, szczęśliwa osoba, po prostu tego nie umiem.Wiem, że ile ludzi tyle spojrzeń na świat choć wiele rzeczy też nas łączy.I co?Mam iść do szpitala psychiatrycznego?To mi pomoże?Tak,ciężka cholera??? Dobra, będę robić głupie rzeczy takie jak uczenie się tych pierdół żeby skończyć tę jebaną szkołę, dobrze.Dobrze, dobrze.A może poprosić o pomoc Marczukową?Chciałabym mieszkać z osobą, ktorej można ufać.Z taką osobą z jaką ja bym chciała mieszkać i taka która ze mną też by chciała i aby to przynosilo nam obu i jak największej liczbie osób korzyść. 09.04.05r. sobota Z człowieka jest w stanie wylewać się niezmierzony potok nawału myśli, Cały czas przez głowę przerzucana jest tona materii myślowej.Miałam znowu ochotę żeby założyć zeszyt najbardziej dziwnych rzeczy z jakimi się stykam.A z bardzo rożnymi rzeczami się człowiek styka.No dobra, a może dwa słowa o tym jak jest u Kłosińskich?EEE, nie.To sobie siedzi w mojej główce i się układa w warstwy, osiadając jak osad.Dobra, bo znowu mi się trochę nazbierało.Jedna rzecz to taka, ile pan Tomek będzie w tej śpiączce.Ja już miałam taką myśl, że chciałabym uciec od tego problemu, ale tak się nie da,że ja będę gdzieś miała szczęśliwy azyl, gniazdko z którego będę tylko co jakiś czas wyglądać na świat.Musi być interakcja i sprężenie zwrotne, takie perpetum mobile już się trochę przeraziłam,że to będzie trochę nie do zniesienia jeśli to będzie tak trwało i trwało.Druga sprawa, znowu widziałam fajne rzeczy o "artystach", w cudzysłowie i nie w "cudzysłowie".A teraz przyszła mi do głowy myśl,bo to szybciej płynie w głowie niż ja piszę, że powinnam może zapisać się i pójść chociaż popróbować,dzwoniąc teraz po niedzieli do tego kolesia od spotkań grupowych, aby nie przerażać się i cierpieć z powodu swojej słabości, swojego przerażenia, niestałości, chęci ucieczki, asekurowania się we wszystkim w życiu;przed tym aby cokolwiek zacząć, albo doprowadzić do końca itd...Boję się tego,że tak często mam ochotę na spokój w mogile, choć myśl o tym kroku też mnie przeraża.Boję się uporządkowania i odjechania też, boję się,ale i chcę też nudy, codzienności.Pragnę życia, załatwiania czegoś, uczestniczenia w czymś, ale panicznie obawiam się zwykłego załatwiania różnych spraw, jakiekolwiek by one nie były.Źródła tego wszystkiego mogą być bardzo różne,według różnych ludzi(mają inne doświadczenia i każdy inaczej patrzy na świat i ludzi), w zależności od tego,czy patrzy filozofia, religia, psychologia, zdroworozsądkowość, bioenergoterapeuta, wróżka inaczej to wszystko wygląda.Chwila też jest bardzo ważna, bo w różnych momentach różnie patrzy się na siebie i wszystko dookoła.Teraz pomyślałam, że tak rozdziobując wszystko na milion części, dzieląc włos na czworo i rozkładając swoje życie na części pierwsze, próbując złapać o co w "tym wszystkim chodzi" postępo- wałam tak jak dziecko, które myśli,że jak rozłoży owady, żaby i inne żyjątka na części pierwsze to złapie jakąś tajemnice życia.W każdym razie życie jest gdzieś pomiędzy tym analizowaniem, niezależne moje życie nie uzdrowiło się jeszcze, nie rozwinęło, nie wzmocniło do końca tylko przez obserwację.Bo tylko UCZESTNICZĄC, i biorąc się za rzeczy wspaniałe, nudne, TRUDNE i niepewne budujemy sobie jakąś pewność.Bo życie, takie żeby w nim jakoś uczestniczyć musi być przeżywane, musi być "dziane się".Nie ma życia kiedy tylko się o nim myśli, martwi się o nie, śni się o jego przefiltrowanych przez śpiący umysł blaskach i mrokach.Jeśli chodzi o mnie to mnie też trochę hamuje np. to że pamiętam o tym i obawiam się tego, że cośtam może być wytworem mojej wyobraźni,że ja chcę coś zrobić, podpisać, podjąć się a okazuje się,że jest to wytwór mojej wyobraźni i efekt chwilowego poczucia, że wszystko mogę,(jak to piszą tu i ówdzie), aby za chwilę pojawiło się uczucie(ponoć też wyimaginowane, pewnie, że wyimaginowane, jeśli można je jakoś zmienić, a skoro można to dlaczego nie ratować siebie???). Jedno zdanie bez kontekstu, sztuka jako pretekst do nawiązania kontaku z człowiekiem, z ludźmi z ulicy itd....Ale sztuka, jaka by nie była to też okazja do zatracania się w jej pięknie.Sztuka wyższa, niższa sztuka też nie jest idealna, nie jest panaceum na wszystko i w każdej sytuacji.Sztuka też dzieli(takie jest moje zajebane impresywne zdanie, wrażenie,odczucie i przekonanie;),nie umiem tego ukazać w historycznej, filozoficznej perspektywie,ze stanowiska historyka sztuki też nie umiem tego tak ukazać.Ludzie myślą, że przez znajomość danej sztuki będą lepsi, na pewno.Od czytania książek,dryfowania w różne strony człowiek rośnie, zmienia się, albo po prostu miło spędza czas.Ja(gdybym tylko umiała się do tego zastosować)myślę, że trzeba działać, uczestniczyć a nie stać z boku, bać się, oceniać.I na przykład mimo,że miałabym ochotę aby wszystko wokół zniknęło i ja też jak to człowiek zwyczajnie boi się poddania się rezygnacji, poddania się złu(w różnych postaciach), samoójstwu, przemocy, samotności, zniewolenia.Trzeba unikać więzień, bólu, płaczu, paniki, kapitulacji.Uważam, że cierpienie i ból upadla, a nie uszlachetnia.Czy ktoś przypalany żelazkiem przez bandytów jest świętym Aleksym, męczennikiem, w glorii chwały?!Nie, jest upodlony, poniżony i wdeptany w ziemię!No tak cała trudność tego świata jaka jest razem z nami nie zniknie, ale nauczyliśmy się mówić, wierzyć w coś. Jesteśmy zdolni do tworzenia,docenianiai przeżywania wielkiego piękna, dobra, miłości, do niesamowitego rozwoju, ale tez wszystko ma w naszym ludzkim świecie przeciwagę.I jest czas i przez język wyrażamy wielki strach, samotność, obrzydliwość.Jesteśmy takimi eterycznymi postaciami,ale organizmy nasze zbudowane są z materii, z krwi, z kości, z mięsa.Jesteśmy tym co jemy,co wydalamy, czym oddychamy. I nie wiemy czy to przetrwa.Dobra, zostawiając tę odpowiedzialność za cały świat,wróćmy do mnie.Żeby było pięknie i cudownie(chociaż przez momenty, tzn przez momenty musi to trwać, bo szczęśliwym non stop nie można być, maks tak na 98%)to trzeba PODJĄĆ ryzyko, starać się o swoje pokonanie, oswojenie paraliżującej niepewności.A jeżeli nie podejmujemy walki i nie wiemy,że warto walczyć o chwile miłości, dobra,szczęścia, że warto dbać o siebie, o innych.Po to jest ten świat, uważam,że dopóki istnieje to po to on jest.Jezu, jestem mała, ale chcę być tym pajączkiem co to cały czas sobie cośtam wije.W ludzi wpisane jest różnicowanie, dzielenie się.Świat jest troszkę maksymalnie różnorodny i nie jest możliwe połączenie wszystkich smaków.Dobra, a gdybym chciała zrobić porządek z Rafałem i Becią na tej działce to ich ojciec mógłby pomyśleć, że ja już tutaj sobie uzurpuję prawo do tego co jest ich,ale co mnie może najgorszego spotkać z jego strony?Nie jestem,ani Rafał nie jest w żaden sposób od niego uzależniony.Tylko dobre obyczaje i to że ja się ninawidzę kłócić, (chyba że we własnym kociołku), ale to jest chyba właśnie między innymi to ryzyko.I ja tak pomyślałam, że chciałbym może na jakiś czas wyjeżdżać i angażować się w jakieś artystyczne,czy inne projekty)Może w ogóle pójdę do tej szkoły aby wpisać Domańskich(ale w sumie powinnam się ich znowu zapytać o to), z tego czy przyszłego roku i wyjadę gdzieś czy coś porobię, zamiast się tu nudzić, ale tak to będę miała zajęcie tu na miejscu, a te praktyki to mały problem, bo nikt ZUSu nie płaci czy czegoś.Damy radę. A co jak się rezygnuje i tak dalej...?To się z tego nic nie ma, a trzeba walczyć o swoje szczęście i kombinować i na nie huhać.a jak się próbuje to można się najwyżej pomylić, może boleć i będzie bolało, ale co z tego?Poboli i przestanie, ale ma się odwagę być szczęśliwym...Uważam że każdy ma obowiązek zaznawać jak najwięcej szczęścia nie krzywdzącego innych jak tylko się da.Każdy powinien dla własnego szczęścia zwiększać swoje poczucie własnej wartości, eliminowć lęki, próbować, podejmować wyzwania, dbać o ciało, zdrowie i urodę jak tylko pieniądze pozwalają.Próbowąć szukać jakoś dróg na dopływ gotówki, na zarobek, na pracę, na ciekawe i radosne zajęcia, jak raz jest nuda i trudności to potem jest słodycz szczęścia.Ja wiem,że nie zarabiam,a bardzo bym chciała, wiem że pomimo nauki wcale taka dobra nie jestem, że pomimo chęci bycia inną nie jestem.Żeby być inną trzeba najpierw być zwykłą.Człowiek się całe życie uczy itd...Może ja też muszę sobie wybaczyć, chciałabym się pokochać, mieć w sobie oparcie, być od innych niezależna i być z kimś, z ludźmi tylko dlatego, że chcę i oni chcą, a nie bo muszę.A z tą sztuką i w ogóle z jakimikolwiek przedsięwzięciami to,że trzeba się do innych miast przenosić, że się obawiam,że spieprzę, że czasu zabraknie itd...No dobra.I mam w głowie wiele opisów różnych dysfunkcji psychicznych jakie mam i które czynią mnie winną.No i najgorsze jest to przerażenie.I nie mam za bardzo(no na razie jest Rafał)czegoś za bardzo co jest dalej kontynuowane po tym jak się tego uczyłam, ani nie robię certyfikatów, to prawko jazdy wisi i żeby to jakoś kontynuować i na tym się opierać.Mam prawko to jeżdzę itd. Tylko do tego trzeba mieć samochód, kasę na utrzymanie, umieć się z tym obchodzić, naprawiać, dbać itd...Można mieć wypadek, trzeba to opłacać...Ale trzeba próbować to robić, a potem jedziesz gdzie chcesz, za miasto itd...Każdy się trochę o to obawia, bo to nie zabawka,którą schowasz do kieszeni, jest z tym trochę problemu, ale wszystko jest dla ludzi, no chyba, że NAPRAWDĘ coś komuś nie leży.Ale jak nie to, to co innego.To akurat plus, że świat jest różnorodny i można wybierać próbować starać się i widzę już, że na tym polega całe życie wszystkich ludzi.Uczą się i robią różne rzeczy, uczestniczą w wielu rzeczach, w różnych miejscach mieszkają, różni ludzie, wyzwania, różne radości itd...Płyniemy sobie...No dobra, bo na razie już nie mam siły.Każdy się na swój sposób boi o siebie, co dana decyzja przyniesie itd. Każdemu jest zimno.Pewnie że wszystko trzeba jakoś zorganizować. Potrzeba pieniędzy, WSPÓŁPRACY, zaufania, lojalności, kierowania ludźmi, sił, zaangażowania, kontynuowania danej sprawy...Ech...Ale damy radę,nie chcę tylko cierpieć,ale trzeba sobie i innym pomagać!I umieć się skupić też na tym, żeby jeszcze się pouczyć, sprzątnąć i odpoczywać i robić coś ze sobą.Poczuj cokolwiek robisz, że sroce spod ogona nie wypadłaś,nie będziesz nigdy doskonała, ale próbuj...Tak sobie teraz wymyśliłam dlaczego pan Tomek kupił te groteskowe i absurdalne zwierzątka, bo po prostu one mu się tak po dziecięcemu podobają, może w dzieciństwie lubił takie zabawki.A to,że on ma takie jazdy, bywa taki dziwny, wręcz przerażający w tym co mówi i robi, to ja mam co chwila ochotę skoczyć z okna, to normalne też nie jest.I zachowania Krzyśka i mamy Rafała i reszty, i moje i Stanisławy i mojej siostry, mojej matki, ojca, dziadka,wujka, ciotki,Magdy, Agaty, przypadkowych ludzi na ulicy, polityków,kogokolwiek każdy zachowuje się dziwnie, popisuje się, jest zniechęcony, podniecony, zawstydzony,mądry i głupi, zabawny i żałosny, dobry i zły,poważny i bezbronny jak dziecko.Teraz jeszcze w tym kotle musimy wszyscy jakoś razem żyć, raz wiadomo jak postąpić, raz nie, raz się chcesz temu podobać, raz tamtemu, raz ideii, raz sobie, raz Ci się nic nie chce, raz wszystko,to wypada, to nie, ten starszy, a ten chory, tamtemu ustąp, tego szanuj,bądź tolerancyjny,a raczej czuj empatię do całego świata!, bądź piękny, wykształcony, z optymizmem,z charyzmą, ciekawy,oryginalny, oczytany, znaj się na milionie spraw, jeszcze czuj się szczęśliwy i razem z ludźmi wokół Ciebie, niech oni też się czują szczęśliwi...I jeszcze do tego płać podatki, ubezpieczenie,Zus,prowadź samochód,rozwijaj się, bądź przebojowy, jeździj po świecie, uprawiaj sporty, dbaj o zdrowie i urodę, nie leń się, leń się, potem znowu się nie leń, dbaj o groby swoich bliskich i bliskich Twoich bliskich, pamiętaj miliony faktów, imion, dat urodzin i imienin, spełniaj się w życiu zawodowym, rodzinnym, jako matka, albo jako mąż,żywiciel rodziny, spełniaj swoje, albo innych pragnienia, bądź idealnym dzieckiem potem nastolatkiem, młodym człowiekiem.Acha, i mam się nie zamykać, tak mówi wróżka. I kamerą też się będę kiedyś bawić!!!I może w najróżniejszych miejscach mieszkać...;DDDDDDDDD
 
 
Wpis nr 88:
Imię: Agnieszka
E-mail: agusiakmaj@o2.pl
Strona:
IP: 77.253.243.36
Data: 2007-09-28 00:28:54
Witam wszystkich! Czuję się bardzo żle, mam lepsze ale i gorsze chwile, towarzyszy mi samotność, nie mam znajomych a jedynie mojego jedynego Michała, jednak człowiek musi żyć wśród ludzi.. Nie umiem ułożyć sobie życia.. wybraz przekoń zainteresowań.. prosze pomóżcie mi;(
 
 
Wpis nr 87:
Imię: zaq
E-mail: dfg@dsf.pl
Strona: www
IP: 89.78.200.205
Data: 2007-09-24 01:24:35
witam, swietna strona! zapraszam na moj serwis poswiecony depresji: aphextwin.inwestnet.com/depr
 
 
Wpis nr 86:
Imię: piotrek
E-mail:
Strona:
IP: 193.34.44.5
Data: 2007-09-21 11:21:46
Depresję ma od kiedy pamiętam,a w miarę jak dorastałem znikała moja naiwność,która pozwalała mi wierzyć,że może być lepiej.Dzisiaj mam 37 lat i całkowity brak wiary we wszystko co mnie otacza. Dobija mnie ta cywilizacja i nic tu nie pomoże terapia ,czy farmakologia.
 
 
Wpis nr 85:
Imię: Ana
E-mail:
Strona:
IP: 83.20.73.3
Data: 2007-09-17 23:17:30
Moi drodzy. Nie traccie wiary, z depresji mozna wyjsc. sama lecze sie od 10 miesiecy ale opinia lekarzy mowi ze mialam ja juz od 3 lat. Meczyla mnie bo nie wiedzialam ze to depresja i bylam ciagle odsylana do domu z grypa lub innymi wirusami. doszlo do tego ze wyladowalam w szpitalu, ktory mi bardzo pomogl wiec polecam wszystkim - nie bojcie sie szpitala, on pomaga. Naucza was tam myslec pozytywnie i radzic sobie kiedy depresja uderzy. a jesli nie mozecie isc do szpitala to koniecznie do psychologa. Wiem ze oni sie dosyc cenia ale bardzo pomagaja, wiec warto (tylko szukajcie dobrego, takiego ktory pomaga wam i z ktorym czujecie sie na tyle wygodnie aby otwarcie wszystko mu opowiadac). W szpitalu nauczylam sie ze depresja to choroba niewyrazania/przytlumiania emocji. Zamiast myslec ze zycie jest bez sensu, usiadz i zauwaz jakie emocje kryja sie kiedy tak sie czujesz: samotnosc, zranienie, obawa, zlosc? - poznaj je i naucz sie je wyrazac w inny sposob - w smutku - wyplacz to a nie dus w sobie; w zlosci - idz na spacer; w samotnosci - wyplacz a potem zadzwon do kogos. NIE TLUM SWOICH EMOCJII i nie zastepuj ich innymi rzeczami ktore mozesz kontrolowac, np. przez kontrola jedzenia, kaleczeniem siebie, alkoholem. pomocny jest tez rysunek - wyrzuc swoje emocje na papier, narysuj swoja depresje, lek, bol, smutek etc. Poznaj swoje cialo i reaguj na swoje emocje zamiast je tlumic a z biegiem czasu wyplaczesz juz wszystko, uporzatkujesz emocje i zaczniesz normalnie funkcjonowac. otworz sie zupelnie komus i powiedz co cie dreczy. moim problemem bylo ze nikt nie wiedzial jak ja naprawde sie czuje bo ukrywalam to pod "maska". W pracy mysleli ze jestem wesola, mila, zawsze usmiechnieta a prawda byla calkiem inna. Ja taksze nie wiedzialam co mi jest bo tlumilam swoje prawdziwe emocje smutku, bolu, zranienia, samotnosci poprzez odizolowanie sie od innych (abu mnie wiecej juz nie zranili) i wahania jedzeniowe. Kiedy zaczniesz poznawac swoje emocje oraz otworzysz sie na innych co ci dolega, zobaczysz ilu ludzi zmaga sie z podobnymi trudnosciami oraz jak bardzo beda pomocni.Odizolawanie sie od swiata nie pomaga. Owszem jest wielu ludzie ktorzy moga nas zranic ale jest wiecej takich ktorzy nam moga tyle dobroci/milosci dac. Jesli bedziesz trwac w odizolowaniu, nie poznasz tych dobrych ludzi a takze sie nie wyleczysz, tylko jescze bardziej pograzysz w depresji. I co najwazniejsze, kazdego ranka stan przed lustrem, poklep sie po ramieniu i powiedz sobie "Jestem dobrym czlowiekiem" oraz "Dzis bedzie szczesliwy dzien" i przez 10 minute codziennie mow do siebie same dobre rzeczy o sobie i swiecie oraz swoje zalety. udowodniono ze 10 min rozmowy na glos (koniecznie musi byc na glos!) zostaje zapamietane przez mozg i po ok 30 dniach mozg zaczyna sam w to wierzyc. Musi to jednak byc robione systematycznie, codziennie i na glos, nawet jesli to jest ostatnia rzecz na ktora masz ochote. Wierz mi - ja jestem dowodem ze to przynosi rezultaty i ze depresje mozna zwaczyc jesli sie w to wlozy duzo pracy a sie jej nie podda! Myslenie typu "Jestem nic nie warty", "Wszystko nie ma sensu", "Zycie jest okropne" etc nie ma ani jednego plusa ani pozytywnej rzeczy, nie daje nam absolutnie nic oprocz negatywnych uczuc; stresu, smutku, zlosci, braku nadzieii etc wiec po co tak w ogole myslec??? Trenuj mozg i zauwazaj pozytywne rzeczy zamiast negatywne. Mysle tylko o pozytywnych a nie o negatywnych. Zobzczysz - warto!
 
 
Wpis nr 84:
Imię: Ala
E-mail: szanghi@interia.pl
Strona:
IP: 83.24.87.154
Data: 2007-09-17 22:17:03
Witam, poszukuje osob po probie/probach samobojczych do wypelnienia anonimowych ankiet do pracy magisterskiej. Osoby, ktore moga pomoc prosze o pomoc i wyslanie maila.Wowczas podam szczegoly. pozdrawiam
 
 
Wpis nr 83:
Imię: Anka
E-mail:
Strona:
IP: 83.21.124.216
Data: 2007-09-11 17:11:37
Witam wszystkich!Od ponad roku choruję na depresję.Nie mam już sił na nic.Myślałam że to minie ale to tylko złudzenia!Jestem załamana i u kresu wytrzymałości co gorsze myslę tylko o śmierci bo juz nie widzę innego rozwiązania.Proszę was napiszcie do mnie!gg 8344289
 
 
Wpis nr 82:
Imię: Anna
E-mail: jaca440@interia.pl
Strona:
IP: 83.21.124.216
Data: 2007-09-11 17:11:11
witam
 
 
Wpis nr 81:
Imię: Ania
E-mail:
Strona:
IP: 83.14.173.195
Data: 2007-09-02 16:02:51
hej ja też mam depresje od połowy lipca 2007 r. i rozumie tych, ktorzy na nią cierpią...ten lęk..przed wszystkim i niczym..gonitwa myśli..to takie trudne do zniesienia..ale wciąż mam nadzieje że przyjdą jasne dni..mój przyjaciel powtarza mi że "to nie ty jesteś dla ludzi to oni sa dla ciebie"...czekam na chwilę kiedy znowu powiem że życie jest piękne...zniecierpliwiona do bólu..gg 10895444
 
 
Wpis nr 80:
Imię: Aneta
E-mail:
Strona:
IP: 62.179.80.79
Data: 2007-08-19 22:19:39
Ja chyba musiałam przejść po krawędzi,żeby zrozumieć jak wiele jest ludzi borykających się z problemem depresji. Niestety ta choroba nie bierze się z powietrza, a jej źródło samemu trzeba odkryć i zrozumieć. Psychoterapia to jest to na czym się ostatnio skupiłam, ale muszę przyznać, że świadomość pewnych rzeczy przeraża mnie. Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że szukając sobie faceta na całe życie, szukałam w nim tatusia. Cały czas żyłam w przekonaniu,że tylko przeciwne charaktery są w stanie zbudować dobry związek, ale coraz częściej widzę,że my się kompletnie nie rozumiemy. Kilka ładnych lat żyłam z człowiekiem, który mnie nie znał, chociaż to wydaje się absurdalne. Na dzień dzisiejszy nic się nie zmieniło, nadal jesteśmy razem, mamy dzieci (cudowne zresztą), ale zaczyna się zmieniać moje podejście i nastawienie do życia, zaczynam jasno i otwarcie wyrażać własne zdanie- co niestety rodzi wiele małżeńskich konfliktów. Jestem dobrej myśli i tego samego życzę wszystkim jeszcze cierpiącym i poszukującym.
 
 
Wpis nr 79:
Imię: SylwiaB
E-mail:
Strona:
IP: 213.238.78.216
Data: 2007-08-15 22:15:57
Czesc,mam34lata,na depresje choruje juz dawno. Od dziecinstwa bylam zalekniona i mialam bardzo duze problemy w kontaktach z rowiesnikami.Mysle ze przerodzilo to sie w depresje kiedy poznalam mojego obecnego meza i zaczelam z nim chodzic.Ja mialam 16 lat,a on23. widac z tego,ze szukalam tak naprawde ojca a nie meza.Nasz zwiazek oparty byl od poczatku na nierownowadze i brakowalo w nim dialogu.Potem przychodzily na swiat kolejne dzieci (mamy ich piecioro), a moj stan sie pogarszal.Coraz czescij mialam stany bardzo silnych napiec, nienawisci do siebie i do innych, pragnienia smierci. To wszystko bazowalo na olbrzymim poczuciu winy. Jednoczesnie nalezalam do wspolnoty religijnej. To co tam otrzymywalam pozwalalo mi przetrwac i podnosic sie po ciezkich stanach, ale jednoczesnie hamowalo poszukiwanie pomocy. Caly ciezar moich przezyc kladlam na karb slabej wiary,nadziei chrzescijanskiej, i niedostatkow milosci Boga i blizniego.Rok temu na rekolekcjach poznalam ksiedza ktory bardzo mi pomogl. Pracowal nad moim poczuciem godnosci, pomagal w pokonywaniu lekow i kompleksow. Po powrocie do domu wiele sie w naszej rodzinie zmienilo.Ale stany depresyjne wrocily. Wtedy zwrocilam sie o pomoc do psychiatry i dostalam leki(Luxete), ktore mi troche pomogly, nie mam juz tych najgorszych napiec. Zaczelam tez chodzic na mityngi AD, ktore maja tez dla mnie wartosc.Dzieki nim wyszlam troche do ludzi co pozwolilo mi w pewnym stopniu uniezaleznic sie emocjonalnie od meza i nabrac troche dystansu.Obecnie mam zamiar skorzystac z psychoterapi. Rowniez teraz na rekolekcjach moglam inaczej spojrzec na tresci duchowe, a nie tak jak poprzednio wykorzystywac je do niszczenia siebie. Daja one nadzieje oparta na milosci Boga, na Jego przebaczeniu i Jego mocy wyprowadzeniu ze wszystkiego dobra. Wiem, ze musze unikac napiec, wiec kiedy je dostrzegam (a to we mnie jest ich przyczyna), to robie wszystko aby zmienic moj sposob myslenia. Kiedy jest bardzo trudno to wolam o pomoc do Boga, a jednoczesnie staram sie akceptowac moje odczucia i okolicznosci zycia. Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytajacych te strony. Chcialabym kazdemu przekazac ta odrobine nadziei, ktora zyje.
 
 
Wpis nr 78:
Imię: marta
E-mail:
Strona:
IP: 212.2.101.25
Data: 2007-08-07 15:07:42
mam 23 lata. wielokrotnie odwiedzałam tą stronkę często chcialam coś napisać nigdy nie starczyło mi odwagi(chyba). depresja dotyczyla wielu lat mojego życia. wiem co to znaczy budzic sie rano i myśleć ze nic tak naprawde ja juz nie chce no poza snem oczywiscie. czekałam wiecznie na moment gdy moglam pojsc wrescie spac i modliłam sie wtedy aby nie nadszedł ranek... aby Bóg zabrał mnie we śnie. niesamowicie niska samoocena i wieczny bol plynący z wielu sfer życia. dziś po wielu latach terapii (jakiś 6 lat) czuję że nie radzę sobie aż tak dobrze jak myslałam i nie powierzając swojego życia jestem skazana na klęskę. zawsze uciekałam od ncierpienia w fantazję, alkohol i jazdy. i nadal uciekam -dotarlo to do mnie niedawno, mam nadzieje że nie za póżno. Ale ''Bóg zawsze daje swoim dziciom kolejną szansę''
 
 
Wpis nr 77:
Imię: Aneta
E-mail:
Strona:
IP: 62.179.80.79
Data: 2007-08-02 21:02:48
Uwierz, że nie jesteś z tą chorobą sama. Jest mnóstwo ludzi którzy boją się o tym mówić i tak tkwią w tym mroku latami. Ja staram się nie poddawać odnoszę wrażenie,że im więcej o tym mówię tym jest mi lżej na sercu. Przyjażń, to jest ta wartość, którą trzeba pielęgnować i pamiętać o tym iż przyjaźń jest wolno dojrzewającym owocem.
 
 
Wpis nr 76:
Imię: sylwia
E-mail:
Strona:
IP: 89.171.41.164
Data: 2007-08-02 16:02:26
hej mam na imię Sylwia jestem młoda w lutym zaczełam się gorzej czuć rodzice mnie zabrali na samym początku do neurologa. to niestety nic nie pomogło następnie po 2 miesiącach trafiłam do psychiatry i po rozmowie wyszło iż mam epizod depresyjny. NA samym początku było to dla mnie jak wielki kamień ale przezywczaiłam sie do tej myśli chodź było naprawdę trudno. Najgorsze jest to że zaczynam sie właśnie do tego przezyczajać i podchodze do tego że tak jest i nic już tego nie zmienii! Z dnia na dzień stace nadzieje e już nigdy nie będzie lepiej!!Że marnuje sobie życie i wszystkich moich bliskich cięzko jest. Chciała bym sie już obudzic z tego złego snu i by było tak jak dawniej ale chyba tak już nie będzie!!! prosze o kilka słow od osoby która przeszła to piekło i jak się jej udało to wszystko przeżyć
 
 
Wpis nr 75:
Imię: aneta
E-mail:
Strona:
IP: 62.179.80.79
Data: 2007-07-30 18:30:46
Nie wiem jak masz na imię, gdzie mieszkasz ale mogę Ci powiedzieć, że można wyjść z depresji ja jestem tego przykładem- myślę że mogę Ci pomóc ale sama musisz zrobić ten pierwszy krok. Proszę Cię podnieś się a dalej pójdziemy razem. Jeśli chcesz to pisz na mój adres. Depresja to choroba ale całkowicie wyleczalna, trzeba sobie uświadomić kilka ważnych spraw. chciałabym, aby po przeczytaniu tych słów choć na chwilę zagościł uśmiech na Twojej twarzy i to jest ten pierwszy krok. Pozdrawiam, buziaczki!


Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21

[ poprzednia strona | następna strona ]


księgę obejrzało: osób



powered by KrajGuestbook - darmowe księgi gości


skrypt stworzył Przemysław Krajniak w kwietniu 2004 roku
Polskie szpitale | Darmowy hosting | dermatolog Warszawa